typotygiel – spisek przeciw brzydocie

Różne dziwne myśli, czasem zebrane ze starych zapisów, czasem na świeżo. Czasem grafomania.

Archive! Again…

Brak komentarzy

Archive

Wiadomość o koncercie Archive przyjęłam w szaleńczym podskoku, gdyż poprzedni ich koncert, na którym byłam trzy lata temu spowodował u mnie ogromny, pozytywny szok, a bootleg z tego koncertu jest chyba u mnie najczęściej graną płytą zespołu. Bilet czekał na swój dzień już od lipca i wyszło na to, że jednak nie jestem w gorącej wodzie kąpana (jak twierdzi spore grono moich znajomych), bo bilety na koncerty zarówno do Krakowa jak i do Warszawy skończyły się na kilka tygodni przed przybyciem Brytyjczyków do Polski! Ile to błagalnych próśb przewijało się na wszelakich portalach i forach muzycznych – tego chyba już nikt nie zliczy…

Czytaj całość notki »

Autor: Anna Mariak

27-10-2009 o 4:13

Opublikowano jako Archive, Muzyka, koncerty

Alpy, Ischgl, Austria

Skomentowano 1 raz

Foxrabbit Proponuję oderwać się od literek, klientów, rodziny i kraju nad Wisłą. Właśnie tak zrobiłem – rower do samochodu, właściwie cztery rowery i czterech rowerzystów. Kierunek Ischgl – Austria. Alpy.

Alpy – monumentalne, przytłaczające wielkością, a jednocześnie sprawiające wrażenie uczesanych, poukładanych. Nie ma mowy o jakiejkolwiek niespodziance. Dzikości tam nie znajdziesz, za to świstaków – na kopy!

Karnet na wyciąg i… jazda!!!
Czytaj całość notki »

Autor: Rafał Nebelski

14-09-2009 o 10:32

Opublikowano jako Alpy, Rowery, góry

Reklamowe dziwy

Skomentowano 4 razy

Notka ta ma na celu wskazanie autorom tekstów reklamowych najczęstsze momenty zapalne w dyskusjach z doświadczonym operatorem składu, projektantem czy typografem. Bardzo trudno wskazać genezę pojawiania się wielu takich sporów, lecz można w ciemno zakładać, że jest ona dowodem na „nieomylność” (cudzysłów nieprzypadkowy) twórców reklamowego przekazu. Naszym zdaniem, poprawność wykonania składu tekstu reklamowego, składu akcydensowego jest w obecnym świecie co najmniej tak samo ważna, jak składu dziełowego.

Jest tak z dwóch powodów – po pierwsze, „siła rażenia” (czy – jak wolą to nazywać tytani marketingu – „dotarcie”/„docieralność”) jest nieporównywalnie większa. Bardzo trudno wskazać książkę czy czasopismo dorównujące czytelnictwem dowolnej reklamie telewizyjnej, billboardowi stojącemu przy ruchliwej ulicy dużego miasta czy animowanemu bannerowi o odsłonach liczonych w setkach tysięcy. Dorównuje im może comiesięczne wydanie magazynu klientów telefonii komórkowej lub broszurowe wydanie Konstytucji RP.

Po drugie, kształtowanie świadomości piękna świata i wychowanie graficzne czy może estetyczne odbywa się współcześnie właśnie przez odbiór przez widza komunikatu reklamowego. Odpowiedzialność twórcy tego komunikatu nie jest więc ograniczona – czy tego chce, czy nie – do realizacji założonych celów promocyjnych, ale obejmuje także stronę wizualną i językową przekazu.
Czytaj całość notki »

Autor: Tomasz Kuc

26-06-2009 o 10:37

Opublikowano jako pismo

Mata

Brak komentarzy

Nie można było mieszkać bez maty. Była wtedy towarzyszem każdego dzieciaka, jego własną kapliczką, wyznaniem wiary, nadziei i miłości równocześnie. Kawałek przeplecionej słomy z deszczułkami (bardziej wygodny – z przyczyn łatwiejszego obsadzania na nim skarbów – był typ maty, wykonany z samej słomy, wbicie bowiem szpilki w deszczułkę było raczej niemożliwe. Dopiero pojawienie się wolnego rynku odwróciło zachwiane przez lata proporcje twardości – wreszcie deski zaczęły być bardziej miękkie od stali) wisiał zwykle nad łóżkiem, zazwyczaj w miejscu, gdzie strasznie utrudniał opieranie się o ścianę podczas wielogodzinnych medytacji ze słuchawkami na uszach.
Czytaj całość notki »

Autor: Tomasz Kuc

26-06-2009 o 10:10

Opublikowano jako Muzyka

We need new Wagner…

Skomentowano 2 razy

Nie ma równych szans. I nigdy nie będzie. Zawsze przewagę będą mieli ci, którzy mają lepsze laboratoria, czyli więcej pieniędzy. Agencje antydopingowe wyrzucają miliony dolarów w błoto. Niczego nie uzdrowią, sport wyczynowy czynią tylko bardziej elitarnym. Wyszkolenie zawodnika kosztuje wielokrotnie mniej niż ukrycie faktu, że farmakologicznie zwiększa się możliwości organizmu.

(Hubert Wagner, 2000 r.)

Czytaj całość notki »

Autor: Tomasz Kuc

26-06-2009 o 10:03

Opublikowano jako siatkówka, sport

Cyklistyka cykliczna

Brak komentarzy

Poprzednim razem starałem się namówić P.T. Czytelników do przełamania niechęci do miejskiej komunikacji. Zalecałem nawet długodystansowe marsze w celu osiągnięcia jak najkrótszego czasu dotarcia do centrum W-wy. Teraz chciałbym – na własnym przykładzie – przyjrzeć innej możliwości dojazdu do pracy w stolicy.
Czytaj całość notki »

Autor: Tomasz Kuc

26-06-2009 o 12:52

Opublikowano jako Głos Zielonki, Szlaki dojazdowe

Forsowanie Wisły

Brak komentarzy

Ilu z nas co rano otwiera oczy, witając dzień myślą: „znowu w tych korkach…”? Jeszcze rok temu, każdego poranka czyniłem specjalne przygotowania do zwyczajowego półtoragodzinnego survivalu na Trasie Toruńskiej. Jak wielu z nas, przeszedłem przez wszystkie etapy rozwoju zgorzknienia kierowcy: wypatrywanie i wymyślanie nowych, luźniejszych tras, podchodzenie ze udawanym stoickim spokojem do stałych miejsc zatorów, włączanie radia „za kwadrans pełna godzina”, by wysłuchać drogowego raportu, w końcu – lekturę porannej prasy na kierownicy stojącego na Wisłostradzie samochodu…

W czerwcu powiedziałem: „dość”.
Czytaj całość notki »

Autor: Tomasz Kuc

26-06-2009 o 12:46

Opublikowano jako Głos Zielonki, Szlaki dojazdowe

5 krojów pisma, przez które „przeszedłem” jak przez grypę

Skomentowano 2 razy

Mowa tu o krojach, które na kilka tygodni-miesięcy wchodziły mi same pod palce przy różnych rzeczach. Stąd właśnie – jak przez grypę.

1. ITC Franklin Gothic (szczególnie Condensed i Compressed). To chyba pierwszy, który świadomie mi się podobał. Ciężki i pakowny zarazem. Rozpoznawalny (podkreślona jedynka, wyszukane „g”). Korzystałem (i wciąż korzystam) z edycji URW. Teraz z pewnością przebrzmiały, ale za to nabrał szlachetności i stylu. Sporo tu pomógł (w opatrzeniu się) jeden z restylingów „Gazety Wyborczej”.

2. Futura. Co tu pisać… Nie wiem, czy mam większą zabawę niż budowanie sobie tytułów z cienkiej wersalikowej Futury. Ta choroba – trochę jak ślady po trądziku – trwa nadal. Vide „Film Art and Tourism” czy choćby nasz foksrabitowy logotyp. Naprawdę, próbowaliśmy Klaviki, DIN-a i wielu innych. Futura mruknęła od razu: „pobawiłeś się już? To świetnie. A teraz na duże bramki”. Lepiej się nie dało (znaczy nie umiałem).

futura-filmart.jpg

3. DIN. Nadszedł z koniecznością poprawienia kodowania przy pierwszym katalogu festiwalu Era Nowe Horyzonty. Raził piorunem. Wszystko pasowało, wszystko się łączyło, wszystko było takie „cool”. A po roku-dwóch DIN zaczął się wysypywać z każdego kąta – ulotki, foldery, logotypy… Przeszło jak ręką odjął.

ss_ring_01-2006.jpg

4. Dispatch Cyrusa Highsmitha. To już nie była grypa, to było zapalenie opon mózgowych. Musiałem pokonać opory Font Bureau, aby do dziwnego kraju pt. Polska mi ten krój sprzedali. Stworzenia tej (chyba…) egipcjanki (ale jak nowoczesnej…) strasznie Highsmithowi zazdroszczę. Krój–koń roboczy przy magazynach sportowo-hobbystycznych.

kif_okladka-2007-02-okladka.jpg

kif-2007-01-alkohol.jpg

5. Leitura (szczególnie Headline Serif) Dino Dos Santosa. To ostatnia miłość. Twardy, dynamiczny, informacyjny, nowoczesny, silny. Jak zarobię milion dolarów, Leitura Type System będzie pierwszym z zakupów.


Autor: Tomasz Kuc

25-06-2009 o 10:48

Opublikowano jako pismo

Berlin. Eine kleine Note

Skomentowano 1 raz

Popołudnie w Berlinie. Kawa i bagietka z salami na dworcu. Ostbahnhof, Hauptbahnhof – oba dworce piękne. Metal. Szkło. Ruchome schody na każdym kroku. Rozświetlone witryny. Każda z pięknym logo, wiele nieznanych. Rozkład jazdy Deutsche Bahn wydany wspaniale, tabele i czytelne, i tchnące nowoczesnością projektu.

System identyfikacji na dworcu – miód. Idealny, poprawiany ręcznie kerning w cyferkach i znakach opisujących sektory czy perony. Bilet całodniowy 6,10 euro, dojechać możesz wszędzie, U-bahn i S-Bahn jeżdżą wg rozkładu wywieszonego na każdej stacji (i „wg rozkładu” nie jest tylko opisem bez pokrycia).

Bundestag i Reichstag. Masa młodych ludzi na trawnikach (Grillen verboten), Bundestag niski, szklany, stalowy, Reichstag z nałożonym Fosterowskim hełmem. Obok park i Under den Linden. Widok na Bramę Brandenburską, co prawda żaden z Pancernych na niej nie stoi. Autokary za to stoją jak stały 18 lat temu, tylko nikt nie ładuje do nich piwa i czekolady.

Knajpka na Kreuzbergu, wspaniałe piwo i zwykłe udko kurczaka z makaronem, a jako luksusowy wtręt – sałatka z rukoli. 10 euro. Drożej niż w Kompanii Piwnej, czy w Sfinksie, taniej niż na Starówce.

Boisko sportowe. Municypalne, każdy może wejść. Na boisku kilkunastu chłopców – wszyscy z twarzy i budowy podobni do Yildiraya Basturka niż do Lukasa Podolskiego. Niezbyt zorganizowani, trzy piłki, dwie bramki, strzelają na zmianę karne („Podolscy” siedzieli pewnie przy playstation). Biedy chyba nie ma – większość ma porządne sportowe (czasem złote) Nike’i i Reeboki. Wciąż Kreuzberg – więc brak śladów bytności białego człowieka. Śniadzi, czarni, brązowi…

Na środku największej hali dworca Hauptbahnhof – ogromny wiszący kilkumetrowy plakat z grafiką Sarneckiego (Gary Cooper’s Solidarność) oraz tekstem, którego ja, chromy w języku naszych sąsiadów, rozszyfrować nie umiem. Nie wiem, czemu na Pałacu Kultury tego nie można było wywiesić.

Brak zabudowy wyższej niż 5-6 pięter. Nic nie wystaje ponad linię sąsiednich budynków, wyjątek to wieża telewizyjna i wieżowiec z logo Allianz. Każdy budynek wyróżnia się stylem, nie wysokością – inne okna, przechylona płyta czołowa, piękne grube rolety w oknach, kolor fasady, stylizacja na loft itd. itp. Nie rozumiałem, o czym mówią architekci, gdy przekonywali o wpasowaniu się nowo projektowanych budynków w okolicę, dopóki nie zobaczyłem – i zrozumiałem – Berlina.

Muzeum Żydowskie zachwycające. Rozmachem, wizją Daniela Libeskinda, multimediami, miejscem, superprzemyślaną koncepcją graficzną wystaw i… ceną wejściówki. 5 euro. Co ciekawe, z zewnątrz bryła nie jest przytłaczająca, jednak budowa w oparciu o „trzy osie” zwiedzania przynosi zaskoczenie – muzeum jest bardzo duże. Dla porównania: wydaje się, że budynek naszego Muzeum Powstania Warszawskiego jest zdecydowanie większy. Jednak czas zwiedzania jest nieporównywalnie krótszy. Nie wiem, z czego to wynika, organizacja samych ekspozycji w berlińskim muzeum nie przytłacza ani ciasnotą, ani wystawnością miejsca. Jest… normalnie. To musi sprawiać kompozycja budynku.

I tylko pewien drobiazg… „Daniel Libeskind was born in Poland in 1946, then he and his parents emmigrated in 1957”. Takich śladów w muzeum jest więcej. „Born in Lodz”, „Born in Plonsk”, „Born in Stanislawow”…

Autor: Tomasz Kuc

25-06-2009 o 5:10

Opublikowano jako Berlin

Neil – rust never sleeps, niestety…

Brak komentarzy

Ile można mieć spełnionych marzeń? Wg Paulo Coelho zapewne wszystkie. Choć nie jestem ani czytelnikiem, ani wyznawcą portugalskiego pisarza – mnie też się jedno spełnić udało.

Widziałem na żywo Neila Younga.
Czytaj całość notki »

Autor: Tomasz Kuc

25-06-2009 o 5:06

Opublikowano jako Berlin, Muzyka, Neil Young, koncerty